Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/facit.ten-hiszpanski.pomorze.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
czegokolwiek - zależy wyłącznie od was. Wychowujecie go, kochacie,

- Nie będziesz mi rozkazywał, McKenzie! - Zimny koniec lufy dotknął nagiego torsu Briga, przypominając mu, kto tu jest górą. Myśli Briga krążyły jak szalone. Jedynym śladem po Cassidy był list na nocnym stoliku. Derrick go nie zauważył. Może mówi prawdę i Cassidy jest bezpieczna? Brig modlił się w duchu do Boga, w którego od lat nie wierzył. Miał nadzieję, że Cassidy postanowiła odejść i że jest już daleko stąd. - Rusz się! Brig z rękami nad głową poszedł boso korytarzem. Podłoga, zwykle chłodna, była teraz gorąca. Usłyszał rżenie przerażonych koni. Coś było nie tak. Chodziło o coś więcej niż strzelbę Derricka... - Co ty wyprawiasz? - Wiem kim jesteś, Brig. Felicity na to wpadła. Brigowi szpik zastygł w kościach, ale nie przestawał się pocić. Zobaczył za zasłonami pierwsze migoczące cienie pomarańczowego blasku. - Ona jest zdania, że powinniśmy poczekać, żeby policja aresztowała cię za zabójstwo Angie i Jeda, ale ja nie jestem pewien, czy to dobry pomysł. - Bo to ty byłeś sprawcą pożaru, w którym zginęła Angie. Pożar? O Boże! Następny pożar! Derrick znowu podpalił, tym razem dom. Ale co on tu robi? - Nie, do cholery. Ja jej nie zabiłem. Możesz w to wierzyć albo nie, ale to ty będziesz moją pierwszą ofiarą i bardzo się z tego cieszę. - Lufa uderzyła w nagie plecy Briga. Zachwiał się, ale utrzymał równowagę. - Nigdy nie zrobiłbym Angie krzywdy. Nawet gdyby pieprzyła się ze wszystkimi chłopakami z miasta. - Włącznie z tobą? - Ona była moja, do diabła! - Głos Derricka był ostry. - Moja. Straciliśmy matkę i ojciec się od nas oddalił, kiedy ożenił się z tą suką, Deną. Angie i ja byliśmy parą. Dym wdzierał się przez otwarte okno, ale Derrick w ogóle nie zwracał na to uwagi. Brig zaczął kasłać. - A ty i Felicity? Znowu dostał lufą w plecy. Spocił się. Było potwornie gorąco. Żar wlewał się do środka przez otwarte okno. Gdy skręcili i znaleźli się z tyłu domu, Brig zobaczył ogień w całej jego niszczącej, szatańskiej furii. Wściekłe płomienie, gnane wiatrem, sunęły od brzegu stawu, zajmując po drodze pień starego orzecha i zmierzając wytrwale w stronę domu i stajni. - Do cholery, co ty chcesz wywinąć, Buchanan? - Brig starał się panować nad głosem, chociaż ogarniała go panika. - Zadzwoń po straż pożarną! - Co? - Derrick w końcu zobaczył płomienie i poczuł dym. W pokoju słychać było głośne rżenie przerażonych koni, odgłos kopyt i dobiegające z daleka wycie syren. - Cholera. Co tu się dzieje? - Widok ognia najwyraźniej go zdziwił. - Nie wiedziałem... Brig poczuł, że strzelba lekko się przesunęła i zimny metal oderwał się od jego spoconych pleców. Uskoczył, padł na podłogę, przeczołgał się w ciemności, podniósł się i pobiegł co sił w nogach. - Ej! Stój! - wrzasnął Derrick. Potknął się. - Ty pieprzony gnoju, zabiję cię... Brig, kulejąc, podbiegł do frontowych drzwi. Chora noga ciążyła mu jak ołów. Czuł rozdzierający ból w udzie. Chwycił za klamkę i pchnął drzwi, ale Derrick był szybszy. Dopadł go i wciągnął z powrotem do środka. Brig błyskawicznie walnął Derricka pięścią w twarz. Z nosa trysnęła krew. - Ty sukinsynu... - Derrick chwycił się za nos. Brig znowu mu przyłożył. Dostał cios w głowę. Krew obryzgała ścianę i pierś Briga. Strzelba upadła na podłogę. Od gorąca wypadło okno. Szyba się rozbiła i szkło rozprysnęło się po domu. Gorące płomienie trzaskały i ryczały. Brig wybiegł z domu. Asfalt był już gorący. - Tym razem mi nie uciekniesz, głupi dupku! - wrzasnął Derrick histerycznie. Rozległ się huk. Ciałem Briga szarpnęło. Poczuł straszliwy ból w boku. Upadł ciężko na chodnik. Zadrapał sobie twarz. Z brzucha trysnęła mu krew. Powietrze było parne i gorące. Paliło go w środku. - Ha! Dostałeś, bydlaku. Zamroczony Brig walczył, żeby nie stracić przytomności. Zaczął się czołgać, byle do przodu, z daleka od tego piekła i szwagra. - Pomóż Brigowi. - Usłyszał w pobliżu głos Williego. Brig nagle zdał sobie sprawę, że stoi i że ktoś ciągnie go ku drzewom po drugiej stronie posiadłości. To tylko pięćdziesiąt metrów, ale jemu wydawało się że tysiące kilometrów. Dym i płomienie były wszędzie. Od ognistego żaru migotało powietrze. Brig nie mógł oddychać. - Musisz biec, Brig. Biegnij. - Willie nie dawał za wygraną. Wielkimi dłońmi oddzielał go od napastnika i od ognia, popychając ku drzewom, których jeszcze nie dosięgły płomienie. - Derrick jest wściekły, a to się spali. Spali się. - Dwóch za jednym zamachem! - wrzasnął Derrick. Willie przezornie padł na ziemię, pociągając za sobą Briga. Brig poczuł rozdzierający ból w nodze. Winchester znowu trzasnął i kula przeleciała ponad ich głowami.

czegokolwiek - zależy wyłącznie od was. Wychowujecie go, kochacie,

pociągał za spust. Powstrzymała go tylko myśl o reakcji Milli
szła ostro przez życie, preferując szyte na miarę żakiety w pracy, a
mężczyzny nawet nie drgnęła, w jego oczach była stalowa pewność
sam przewieźć Justina przez granicę, był zbyt poharatany
przestrogę dla innych, żeby nie zdradzili.
sposób mógł dowiedzieć się, kogo śledzić.
zimnym nosem jego szyję, napawając się ciepłym zapachem męskiego
Milla westchnęła, nie miała ochoty pytać o szczegóły.
siebie za to, ale puści.
końcu i tak się dowiedzą, a lepiej, żeby dowiedzieli się od pani. Co
- Si - odparła kobieta ostrożnie.
Zawsze odczekiwał sekundę lub dwie, jakby rozważając, smakując
darowałaby sobie wyrzucania pieniędzy na nowy sprzęt.
369

wariatów? Proszę mi powiedzieć, czemu postanowił pan zająć się psychiatrią? Zblazowanie?

Polina Andriejewna przewróciła się na wznak, plecami na sakwojaż Lagrange’a.
kierownicą, omiatając pozornie leniwym spojrzeniem okolicę domu O’Gradych. Czapkę
– Nie, nie trafiło się. A czemu pytasz?
nauczycielką. Nawet gdyby treść listów była podejrzana, Melissa Avalon nie żyje, więc nie
Dla niego jestem po prostu ładniutką kobietą (zapewne na tutejszym bezrybiu), a
– Tam Rubieżna, tak? – Sergiusz Nikołajewicz pokazał na prawo.
spoglądał na nich z pełnym wyższości współczuciem, zarezerwowanym zwykle dla
Zamiast tego oparła się o stary drewniany zagłówek i przycisnęła szkło do brzucha.
Wiem, że spóźniłem się z dalszym ciągiem nad wszelką miarę, ale są po temu
– Nie wiem. Luke rozmawiał rano z jej nauczycielką. Pani Lund twierdzi, że Becky nie
załatwił, żeby chłopca zbadano w pobliskim szpitalu psychiatrycznym. Nie miała zbyt dużo
uświadomił sobie, która jest godzina. Dlaczego Rainie jeszcze nie ma?
Melissy Avalon...
jesienne szarugi, zimowe mrozy, lawiny błota na górskich szlakach i wiosenne powodzie
A jeśli tak, nie ma co dłużej trzymać

©2019 facit.ten-hiszpanski.pomorze.pl - Split Template by One Page Love